27. Wykopaliska #1 (piwnica u rodziców, Wielki Kack)

Zgodnie z obietnicą – reportaż z wyprawy do piwnicy moich rodziców. A dokładniej zdjęcia rzeczy, które udało się znaleźć. Jak wspominałem – liczyłem na Commodore 64 z osprzętem i worem kaset oraz Pegasusa (nie jakieś Polystation, tylko porządna podróbka 8-bitowego Nintendo). Takich skarbów nie było, ale też nie wróciłem z pustymi rękoma.
Zacznijmy od klasyków, mianowicie figurek z serialu New Adventures of He-man. Ich uzbrojenie na pewno gdzieś tam jeszcze jest…


Trzeba przyznać, że ludzie w Mattel mieli talent do wymyślania wyjątkowo brzydkich złych charakterów. Znakiem rozpoznawczym Hoove’a jest defiladowy (hitlerowski?) krok. Flipshot z kolei był pierwszą moją figurką z prawdziwego zdarzenia, bez sprzętu wygląda jak normals.

Klimaty wodne. Kalamarr kontra Hydron.

Spinwit (jakie kolory!) i Szkieletor w wersji Battle Blade. Niestety, bez górnej części czaszki i uroczych czarnych włosów. Jak te zabawki prezentują się w kompletnych wersjach można zobaczyć TUTAJ.
A skoro jesteśmy przy He-manie…

Te nogi prawdopodobnie należały do jakiegoś gumowego wariantu dla ubogich.

Tu przypalony bohater w towarzystwie R2-D2 (produkcji polskiej?) oraz bliżej niezidentyfikowanego smoka/dinozaura. Jestem niemal pewien, że ta gumowa podróbka wchodziła w skład większego kompletu złożonego z 6 „figurek” Masters of the Universe.

Obawiam się, że kolekcję dzielnych żołnierzy G.I.Joe i ich wrednych przeciwników z Cobry oddałem dziecku sąsiadów (głupigłupigłupi).

Plecaki, akwalungi, strzelbo-laser. Niezbędnik po prostu.

Kartoteki, które producent drukował na opakowaniach. Usiłowałem je powycinać i umieścić w jednym miejscu. Ze średnim skutkiem.

Wyrzutnia rakiet! Tylko rakieta odrobinę uszkodzona, reszta sprawna i gotowa do inwazji na jakieś muzułmańskie państewko bogate w ropę.


Gry na C-64, w tym zestaw na kartridżu i składanka z okładką zrobioną metodą DIY. O zakupie niejednego tytułu decydowała okładka, potem zdarzyło mi się zagrać w coś 3 razy i koniec (dzieciaki są głupie jednak).

Takie rzeczy kupowało się na kasetach. Przeboje śpiewane/rapowane przez gwiazdy wrestlingu (to był bardzo popularny show na moim podwórku) to było coś. No co? Były lata 90-te! Producenci tych kaset dorobili się na piractwie i teraz sami je zwalczają jako największe tłocznie płyt w kraju. Cwaniaczki.

NHL 1988.

Gra planszowa Troll Football. Podobieństwo do Blood Bowl na pewno przypadkowe, wszak Sfera jak mało kto dbała o prawa autorskie i w ogóle nie wydawała podróbek.

I to by było na tyle. Zapowiadało się nieco lepiej, ale też nie ma wstydu. Wiem, że gdzieś tam z tyłu piwnicy, pod stertą kartonów z książkami oraz na samej górze zostało jeszcze kilka wielkich waliz… Wcześniej czy później tam wrócę. I tutaj zachęta. Jeśli macie tego typu piwniczne zbiory, to dajcie znać, róbcie zdjęcia, ślijcie, piszcie! Nie chodzi o wymuskane kolekcje trzymane na półce za szybką, tylko rzeczy o których prawie zapomnieliście!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s