48. Brute Force #1-4 (Marvel, sierpień-listopad 1990)

Kiedy zobaczyłem okładkę pierwszego numeru Brute Force, wpadłem w autentyczny zachwyt. Oto trzymający karabin delfin w cybernetycznej zbroi prowadzi na bój równie groźne komando. Kangur skaczący w czymś co przypomina Segwaya, orło-myśliwiec, niedźwiedź w wyrzutni rakiet i stosunkowo normalnie wyglądający lew.
Czteroodcinkową mini-serię stworzyli Simon Furman (scenariusz) oraz Jose Delbo (rysunek). W dorobku pierwszego znaleźć można mnóstwo odcinków Transformers i pierwszy numer Toxic Crusaders. Na oficjalnej stronie drugiego widnieje hasło „the Legendary Artist”. Faktycznie, ta lista robi wrażenie. Rysunki, niestety, mniej. Zajrzyjmy do środka…

Pierwsza scena to atak na ośrodek badań różnych przeprowadzony przez klaunów uzbrojonych w uzi. Potem jest już tylko gorzej. Czyli lepiej. Dr. Randall Pierce (to on został zaatakowany w laboratorium) może uratować świat tylko wtedy, kiedy wyposaży swoje świnki doświadczalne w specjalne pancerze/pojazdy. Tak powstaje Brute Force – ekipa średnio rozgarniętych gadających bestii broniących środowiska naturalnego. Goryl, który został uwolniony przez klaunów na samym początku, staje na czele grupy Heavy Metal sponsorowanej przez szefa MultiCorp i złego nr 1 – Mr. Frosta.
Zwierzęta uwięzione w zbrojach* jako ekologiczny symbol. No tak… Nie czepiajmy się szczegółów, ma być dobra zabawa. Są pościgi i walki a potem pościgi i walki. Intryga jest szyta nićmi tej samej grubości, co scenariusz. Poniższa scena nie wymaga komentarza. Cud bio-cyber-super-duper-techniki kontaktuje się ze swoim stwórcą.

Trudno mi wybrać ulubioną postać, ale zdecydowanymi faworytami są delfin i kangur (z tych dobrych) oraz ośmiornica i rekin (z tych niedobrych). Szczególnie pokracznie wyglądają w trakcie
Bohaterowie mają swoje problemy, w grupie trwa walka o przywództwo. Wszystko podane czytelnikowi tak bezpośrednio jak to tylko możliwe. Właściwie nie zdziwiłbym się gdyby ta historia powstała w 1973 roku. Wielka szkoda, że główny zły charakter jest totalnie nijaki. To zwyczajnie wyglądający szef wielkiej korporacji. Takie szuje oglądamy codziennie w telewizji. Może o to chodziło?

Mini-seria, jak można się było spodziewać, nie odniosła sukcesu. Co dziwne, nie należała ona do Star Comics – imprintu Marvela dla dzieci (nie pojawia się tu chyba ani jedna kropla krwi!). Ja tam jestem fanem i ubolewam, że ukazały się tylko cztery numery. Z drugiej strony łatwo skompletować całość. Dziś teksty o Brute Force znaleźć można przede wszystkim na stronach zajmujących się takimi komiksami z premedytacją. Takich jak ten blog.
Uwaga – pierwszy numer będzie można wygrać w nadchodzącym konkursie!

Na deser kilka reklam zeskanowanych z zeszytów Brute Force. Królowało Nintendo, znalazłem też zapowiedź Kapitana Planety, ale ostatecznie wybrałem trzy efektowne grafiki. Zostań super gwiazdą gier video! Zostań wojownikiem! Obejrzyj Solarmana! Szczególnie trzecia reklama mnie zainteresowała. Warlord Gormagga Kraal wskakuje na pierwsze miejsce Mojego Osobistego Rankingu Najgorszych Imion Super Łotrów.

*No i ten anty-korporacyjny Marvel. Oksymoron kurcze…

Reklamy

One response to “48. Brute Force #1-4 (Marvel, sierpień-listopad 1990)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s