Conservation Corps #1-3 (Archie, wrzesień-listopad 1993)

conservation_corps_1Zastanawialiście się kiedyś co by wyszło ze skrzyżowania Kapitana Planety z Żółwiami Ninja? Już nie musicie. Oto Conservation Corps – mini-seria wydana w 1993 roku przez Archie Comics. Ten sam wydawca, który był odpowiedzialny za TMNT Adventures – serię związaną z serialem animowanym o Żółwiach, tym samym ugrzecznioną w stosunku do czarno-białego pierwowzoru. Drużyna CC pojawiła po raz pierwszy rok wcześniej w komiksie TMNT meet Conservation Corps. Niestety, nie mam jeszcze tego zeszytu. Trzy odcinki samodzielnych przygód pro-ekologicznej załogi to jednak materiał wystarczający na recenzję. Już same okładki nie zapowiadały rewelacji, ale do odważnych świat należy – postanowiłem zajrzeć do środka.

Główni bohaterowie to antropomorficzna drużyna śmiałków z różnych stron świata – każdy z nich został przez obcych obdarzony mocą okiełznującą inny żywioł. Brakuje tylko pierścieni. Nosorożec i rekin nie są specjalnie oryginalnym wyborem (tak jakby cokolwiek było tu odkrywcze), ale za świetlika, wodnego bawoła i kamiennego (?) jeża należy się plus. Rekin (a dokładnie pani rekin) włada powietrzem. Za wodę odpowiedzialny jest przecież wodny bawół. To chyba oczywiste? Poniżej pojazd-baza drużyny.
cc2

Historyjki to standard z pro-ekologicznym przekazem. Conservation Corps ratują inną planetę przed katastrofą i powiększają się o jedną członkinię. Dzieje się całkiem sporo. Być może całość byłaby strawna gdyby nie fakt, że rysunki wyglądają jak wprawka 11-latka. Ewentualnie przypomina to popularne u nas komiksy o jakiejś historycznej bitwie powstałe za unijne pieniądze. Może jest to odrobinę lepsze. Nie wierzę, że wydawca nie był w stanie znaleźć lepszego ilustratora. Podobnego zdania byli od samego początku czytelnicy – CC nie było hitem – trzy zeszyty mini-serii kupiłem za niewielkie pieniądze (po prawie dwóch dekadach od wydania). Gościnne występy innych artystów (fan-arty, nie historyjki) to jeden z mocniejszych punktów serii.
O ile Malevolence (obcy o twarzy suszonej śliwki, czarny charakter nr 1) jest nijaki, o tyle potwory które stają na drodze eko-śmiałków naprawdę robią wrażenie. Oto nieślubne dziecko Kaczora Donalda i R2D2 wyrzucone do plamy ropy. Robo-Oily Bird. Czapki z głów (a propos czapek – nakrycie głowy Birda przypomina mi stożki Devo).

cc3
Myślicie, że to szczyt możliwości spółki Nakrosis/Castiglia? Jesteście w błędzie. W numerze trzecim pojawia się Styranofoamus Rex. I wygląda tak.

cc4

Na plus dla Conservation Corps zaliczam fakt, że dzieciaki mogły za pośrednictwem tego tytułu zapisać się do Kids for Saving Earth. Jeśli któryś z małoletnich czytelników faktycznie tak zrobił, to znaczyłoby że twórcom coś się udało.
Trudno znaleźć konkretne informacje na temat Conservation Corps. Odnoszę wrażenie, że ludzie chcą zapomnieć o tej historyjce. I trudno się dziwić. Polecam tylko maniakom oraz osobom, które nie mają co zrobić z pieniędzmi a chcą mieć coś bardzo brzydkiego na półce. Postaram się przyjrzeć crossoverowi z Żółwiami Ninja, bo w tamtą produkcję byli zaangażowani inni autorzy i może być po prostu lepsza.
atom-baner

Reklamy

One response to “Conservation Corps #1-3 (Archie, wrzesień-listopad 1993)

  1. Heh, obawiam się że Crossover również nie będzie Ci się podobał. 🙂
    Też walczą z dużą kaczką a spora część komiksu to opowieść o tym jak doszło do powstania tejże Pro-Eko-Walecznej grupki mutantów 😀
    Turtles_Kolektor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s