Bruce Wayne Agent of S.H.I.E.L.D. (Marvel, kwiecień 1996)

weekend-z-amalgam
brucewayneagentshield„Amalgamat (ortęcie) – ogólna nazwa stopów metali, w których jednym z podstawowych składników jest rtęć. Tworzy się poprzez rozpuszczenie innych metali w rtęci w warunkach otoczenia. Stopy te można również uważać za roztwory, przy czym mogą to być roztwory o ciekłym lub stałym stanie skupienia. Amalgamaty tworzy większość metali, do wyjątków należy żelazo, które może być wykorzystywane do produkcji naczyń do przechowywania amalgamatów. Po ogrzaniu rtęć wyparowuje całkowicie z amalgamatów, co wykorzystywane jest podczas ekstrakcji srebra lub złota z rudy za pomocą rtęci.” Ufff.
Pierwszy weekend tematyczny na TZżaD jest poświęcony osobliwemu imprintowi DC oraz Marvela.

W ramach Amalgam Comics ukazały się łącznie dwadzieścia cztery zeszyty (wszystkie z numerem jeden na okładce). Pierwszy rzut z 1996 roku był związany z crossoverem Marvel vs. DC – fabuła opierała się, niemal tradycyjnie, na problemach wynikających z istnienia dwóch równorzędnych wszechświatów. Drugiej rundzie, wydanej rok później, nie towarzyszyło żadne wydarzenie tego typu. Firmy podzieliły się obowiązkami wydawniczymi po równo. Autorzy połączyli w ramach Amalagam elementy z dwóch różnych multiwersów i potraktowali nowe postaci tak, jakby miały one wieloletnią historię. Stąd odwołania do starszych przygód czy wymyślone od podstaw rubryki z listami od czytelników. Z reguły posługiwano się jakimś kluczem (podobne cechy, ten sam twórca oryginału).

Bruce Wayne Agent of S.H.I.E.L.D. to sensacyjno-szpiegowska opowieść zakrojona na wielką skalę – Mission: Destroy Hydra jest jej rzekomym finałem. Rodzice Bruce’a byli szpiegami, zginęli w wyniku wojny wywiadów. Rządny zemsty Wayne stał się prawą ręką Nicka Fury’ego.

darkclawwayne
Tak, ten facet na wózku to Tony Stark. To w sumie nic takiego. Na czele Hydry stoi bowiem Luthor znany lepiej jako Green Skull. Ginie na samym początku, a władzę w organizacji przejmuje jego córka… Selina. Zdradziłem wystarczająco dużo, ale trudno tego uniknąć jeśli chce się streścić tak krótką fabułę. Mam jednak dziwne przeczucie, że i tak mało kto zada sobie tyle trudu i kupi ten zeszyt 🙂

darkclawhailhydra
Za scenariusz odpowiada sam Chuck Dixon. Jak przystało na solidnego rzemieślnika, sprawił się dobrze. Założenia serii Amalagam sprawiają, że stworzenie strawnego skryptu nie należy do łatwych. Dostałem fajną sensacyjną historyjkę, której bliżej do „dorosłego” G.I.Joe niż komiksów z Mrocznym Rycerzem – z Batmana zostało tu kilka postaci i nietoperze. Całe drużyny herosów i łotrów latają od tajnej bazy A do tajnej bazy B i ścierają się ze sobą w odwiecznej walce dobra ze złem. W tle zaś śmigają myśliwce. Standard, ale nikt nie zapowiadał tytułów z Amalgam jako rewolucji w gatunku. Rysunki autorstwa bliżej mi nieznanego Cary’ego Norda, podobnie jak historia, prezentują przyzwoity poziom. To, jak na standardy TZżaD, dość świeża rzecz. Kolory są więc komputerowe. Nie przepadam za takowymi i wolę zdecydowanie chamski raster ze starych, pożółkłych zeszytów.

Jeśli komuś nie podoba się scenariusz czy warstwa graficzna, to zawsze pozostaje choć trochę frajdy z obserwowania tego, jak autorzy połączyli postaci i wątki znane z „oryginalnych” komiksów Marvela i DC. Jeśli ludzie pracujący nad tymi tytułami bawili się dobrze, to i czytelnik będzie zadowolony – taki nasuwa mi się wniosek. Trzeba przyznać, że twórcom nie zawsze chciało się kombinować. W wyniku czego czytelnik dostaje Bane’a z kosmetycznym dodatkiem w postaci tatuażu Hydry i drobnymi zmianami kolorów.

darkclawvenom

Bruce Wayne Agent of S.H.I.E.L.D. był pierwszym komiksem spod znaku Amalagam, który przeczytałem. Nie powalił mnie na kolana, ale spodobał mi się wystarczająco i zaostrzył mój apetyt na więcej. Jutro recenzje dwóch komiksów, których bohaterem jest Dark Claw – krzyżówka Logana z Batmanem. W niedzielę zaś Lobo the Duck!

atom-baner

Reklamy

2 responses to “Bruce Wayne Agent of S.H.I.E.L.D. (Marvel, kwiecień 1996)

  1. No i mamy oczywisty dowod, ze dwaj najwieksi rywale na rynku rzeczywiscie sie lubili ( o czym wielu tuzow pokroju Stana Lee wspominalo przeciez wiele razy ).
    Przyklad branzy komiksowej pokazuje, ze konkurencyjnosc moze wrecz stymulowac rozwoj rynku i kultury wogole, podczas gdy wlodarze z wielu bardziej „szanowanych” sektorow gospodarki, takze medialnej, zazwyczaj tocza ze soba bezmyslne i destrukcyjne wojny…
    A mowia, ze to komiks jest zlem 😉

    A wezmiesz moze kiedys na warsztat Iron Lanterna? 🙂
    Albo jakies inne odjazdowe crossovery – Superman vs Bugs Bunny perhaps? 😉

    Cala seria „What if” lub „What The–?!” az sie prosi o „patronat” TZZAD 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s