Lobo the Duck #1 (DC, czerwiec 1997)

weekend-z-amalgam
loboduckfront„Młody Heros o imieniu Access musi uratować dwa wszechświaty – używa więc mocy Amalgamu (Marvel vs. DC #3). W wyniku tych wydarzeń wielu bohaterów Marvela i DC łączy się w jedno.” Kaczor Lobo jest wynikiem fuzji dwóch antybohaterów. Kaczora Howarda (znanego u nas dzięki filmowi z 1986 roku) oraz Lobo – kosmicznego łowcy nagród, o wiele bardziej popularnego w Polsce. Uzbrojony po zęby kaczor rozpoczyna swoją przygodę w centrum zniszczonego Nowego Jorku.
Wszyscy bohaterowie zginęli w walce i tylko Lobo może uratować zrujnowany świat. Będzie usiłował tego dokonać używając starych dobrych metod. Najpierw zrobić krzywdę, potem zadawać pytania. Jeśli coś jeszcze zostało z ofiary. A z reguły zostaje niewiele.
Nie będę się patyczkował i, niczym główny bohater, przejdę od razu do rzeczy. Lobo the Duck to poprawnie narysowana, ale opowiedziana bez pomysłu historyjka. Lobo biega w tę i z powrotem, likwiduje kolejnych, z reguły większych, przeciwników a w przerwach spędza czas z jakimiś miłymi paniami. Podobnie jak inne zeszyty z Amalgam, Lobo the Duck jest rzekomo częścią większej całości. Wprowadzenie jest znośne (zwycięstwo nad Green Skullem i Thanoseidem), ale potem następuje już tylko seria scen skleconych bez większego ładu i składu. Szkoda, Alana Granta stać na więcej.

loboduck1
Lepiej wypada szata graficzna. Styl Vala Semeiksa pasuje tu jak ulał – całość jest solidnie narysowana. Do tego jest bardzo kolorowo, ale nie badziewnie. O co przecież było łatwo w połowie lat 90., kiedy autorzy zachłysnęli się możliwościami cyfrowych technik.

loboduck2
Zdarzają się nawet zabawne momenty, ale jest ich bardzo mało. Nie ma się co oszukiwać – humor autorów Lobo z czasem zbliżał się coraz bardziej do granicy suchara, aż w końcu ją przekroczył i tak zostało. Obrazoburcze motywy też gdzieś się ulotniły…

loboduck3
Przygody Howarda znam ledwo ledwo, na półce stoi jakieś wydanie zbiorowe w ramach imprintu Max – parodia wielu tytułów, której nie zdołałem zmęczyć. Jeśli chodzi o Lobo to tutaj jest zdecydowanie lepiej – mam się do czego odnieść. Pamiętam jak ten antybohater przejadł się czytelnikom na przełomie lat 90. i zeszłej dekady. Lobo the Duck bliżej do kolejnych, słabych crossoverów z udziałem Czarniana (Czarnianina?) wydanych po 2000 roku przez dogorywające TM-Semic. Jednak w związku z sentymentem jakim darzę stare Wydania Specjalne, Lobo the Duck miał u mnie duży kredyt zaufania. Pod względem scenariusza, okazał się najsłabszym z dotychczas przeczytanych przeze mnie tytułów z Amalgam.

Ufff, mogę ogłosić koniec pierwszego tematycznego weekendu na TZżaD. Na pewno rozejrzę się za następnymi tytułami ze wspólnego imprintu Marvela i DC. To fajny eksperyment, ale głównie dla fanów trykociarskich historyjek lub poszukiwaczy komiksowych ciekawostek. Reszta czytelników może sobie odpuścić i spać spokojnie.

atom-baner

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s