Contractors #1 (Eclipse, czerwiec 1987)

contractors frontPrzy okazji recenzji słabego Guerilla Groundhog wspominałem o tym, że przyjdzie pora na lepsze tytuły z lat 80. wydane przez niezależne wydawnictwa. Słowo się napisało, dziś kolejny komiks z Eclipse!
Contractors ukazało się w tym samym roku, co przygody wojowniczego świstaka. Podobieństwa kończą się na szczęście na zbieżności daty oraz wydawcy.
Historyjka autorstwa Kena Macklina to już zupełnie inna liga i dowód na to, że należy grzebać w amerykańskich starociach do skutku. Ken Macklin to, jak się okazuje, ekspert od antropomorficznych postaci. Temat poruszony w Contractors jest bardzo na czasie. Jak długo można żyć na kredyt i się stanie, kiedy granica zostanie przekroczona?

Zobaczyłem pierwszą stronę i już wiedziałem, że będzie dobrze. Rzadko mam takie wrażenie.

contractors1
Zarkonowi, galaktycznemu złoczyńcy, bardziej opłaca się brać rzeczy na kredyt niż grabić i plądrować. Niestety, taki stan nie może trwać w nieskończoność i korporacje muszą prosić o pomoc najemników. Misji podejmują się Buck oraz Max – sympatyczny duet odzyskujący długi. Pierwszy bohater to jeden z wielu komiksowych królików z kosmosu – trzeba będzie wreszcie zebrać i podsumować informacje o tym gatunku!

contractors2
Narysowana z ogromnym kunsztem historyjka to przygodowy komiks s-f z dużą dawką humoru – nie wysublimowanego i nie sucharowego – czyli takiego w sam raz. Kreskówkowy styl, strzelaniny i pościgi w przestrzeni kosmicznej, fajtłapowate miniony i ich wściekający się władca. Niby widziałem to wszystko wcześniej, ale co tego? Chyba najtrudniej jest przedstawić ograne do bólu patenty w taki sposób, żeby przyciągnęły czytelnika zamiast silić się na artyzm.

contractors3
Contractors ma na dobrą sprawę tylko kilka wad. Brak koloru (wydaje mi się, że plansze zostały przystosowane do druku w czerni i bieli). Historyjka jest za krótka, na dodatek to jedyny zeszyt o perypetiach Maxa i Bucka (być może pojawili się potem w jednej z antologii, do której tworzył autor). Byłoby świetnie, gdyby komiksy miały tylko takie wady. Na otarcie łez dostajemy kwestionariusz głównych bohaterów oraz opis ich statku. Jak się nie ma co się lubi…
Przypomniały mi się radosne czasy zaczytywania na śmierć Kosmicznego Detektywa spółki Ponaczewny/Skrzydlewski. Trzeba będzie to sobie odświeżyć. No i poszukać innych dzieł Macklina!

atom-baner

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s