Laserowy rozpierdol.

laserblastAutor: Grzegorz Kłos

Temu, kto choć odrobinę interesuje się kinem klasy B, Charlesa Banda przedstawiać nie trzeba. Reszcie należy się małe wyjaśnienie. Facet jest, obok Rogera Cormana czy Freda Olena Raya, człowiekiem-instytucją, jednym z najbardziej utytułowanych twórców nisko-budżetówek a co najważniejsze, założycielem legendarnych wytwórni Empire i Full Moon Pictures. To właśnie jemu zawdzięczamy takie klasyki jak „Re-Animator” czy „Puppet Master”. Niestety, od kilku lat Band to synonim niestrawnej kichy. Potwierdza to najnowsza odsłona serii o laleczkach Andre Toulona. Więc zamiast zawracać sobie głowę jego ostatnimi wypocinami, warto cofnąć się do czasów, kiedy gość był w formie.

I nie mam na myśli wyżej wspomnianych produkcji. Nawet nie przyjmuję do wiadomości, że ktoś może ich nie znać…

1
Fabuła nakręconego w 1978 roku „Laserblast”, choć rozkosznie pretekstowa, opiera się na pomysłowym patencie. Bohaterem jest prześladowany przez rówieśników Billy. Wszystko zmienia się, kiedy na odludziu znajduje pleksiglasową rurę, która okazuje się bronią należącą do pozaziemskich istot. W połączeniu z jego frustracją spluwa przemienia nastolatka w monstrualnego, siejącego zniszczenie mściciela obracającego wszystko w perzynę! Czyż nie brzmi to super?

2
„Lasterblast” to jedna z tych produkcji, gdzie cały budżet poszedł na i tak nieliczne FX. Zanim na własne oczy zobaczymy obiecany laserowy rozpierdol, minie ¾ filmu. W tym czasie poznajemy dziewczynę Billy’ego czy słuchamy trywialnych dialogów – słowem obowiązkowo musimy przebrnąć przez kilka dłużyzn. Jednak w tym przypadku nie jest to zbyt bolesne. „Laserblast” trwa niewiele ponad 80 minut. Recenzenci często podkreślają, że największą zaletą filmu są wspomniani kosmici. Ja też nie będę oryginalny. Pokraczne żółwiopodobne stwory to kawał solidnej, poklatkowej (!) plasteliny autorstwa Davida W. Allena (m.in. „Ghostbusters”). Co zabawniejsze, porozumiewają się w swoim własnym języku (brzmi jak przewijana taśma magnetofonowa), prowadząc zupełnie niezrozumiałe dla widza dialogi. Szkoda, że pojawiają się w tylko kilku scenach.

4
Pierwszy i ostatni film w karierze Michaela Rae’a to podręcznikowy przykład niskonakładowej produkcji końca lat 70. Bezwstydnie obliczonej na szybki zysk i nakręconej na fali „Gwiezdnych wojen” czy „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”. Zresztą do tych pierwszych ostentacyjnie (i po chamsku) się odnosi. Zdjęcia zajęły zaledwie trzy weekendy, budżet wyniósł tyle co nic (boxofficemojo.com litościwie przemilcza temat), a pełen dziur scenariusz napisano na kolanie. Mainstreamowi recenzenci nieźle go zjebali. No i co z tego? „Laserblast” ogląda się bez ziewania, a efekt końcowy to bezpretensjonalne i samoświadome dobre-złe kino, nieudające czegoś czym nie jest. Może nie kult, ale zdecydowanie warto mieć na półce.

3
„Laserblast” w całości dostępny jest na Youtube. Bez problemu ściągniecie go też z sieci. Jeśli jednak nie jesteście sknerami (czyt. złodziejami) i nie żal wam kilku złotych, film możecie kupić na DVD bądź VHS. Najlepiej zaopatrzyć się w wydanie berlińskiego CMV Laservision – koszt to jakieś 10 euro, płyta zapakowana jest w mały błyszczący hardbox*, a do wyboru macie dwie obskurne wersje okładki. W naszym kraju „Laserblast” ukazał się na wideo nakładem Film Polski Vision jako „Promień lasera”, jednak edycja należy do jednych z najrzadziej spotykanych. Jeśli jakimś cudem ją zdobędziecie, zamontujcie alarm i spuśćcie psy.

laserkillkill

Laserblast
aka Laserkill: Todesstrahlen aus dem All
aka Promień lasera
Stany Zjednoczone 1978; reżyseria: Michael Rae;
wydanie dvd: CMV Laservision 2009.

*O hardboxach (tudzież hartboxach) napiszę wcześniej czy później.

Reklamy

One response to “Laserowy rozpierdol.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s