Pre-Teen Dirty-Gene Kung-Fu Kangaroos (Blackthorne Publishing, sierpień 1986 – styczeń 1987)

PreTeenDirtyGeneKungFuK
Oto kolejni, po Koalach, australijscy bohaterowie stworzeni przez amerykańskiego twórcę dla Blackthorne Publishing. Wydawca istniał krótko, ale działał prężnie skupiając się na parodiach, komiksach 3D (dobrze widzicie, już niedługo coś więcej o takich historyjkach!) i nie byle jakich licencjach (Dick Tracy, G.I.Joe, Transformers).

Lee Marss to autorka, która swoje szlify zdobyła w komiksie undergroundowym, co zresztą doskonale w Kangurach widać. Pracowała również dla DC, Dark Horse i telewizji. Jej najbardziej znanym autorskim tytułem jest The Further Fattening Adventures of Pudge, Girl Blimp – opowieść o młodej marsjańskiej dziewicy z prowincji, która trafia do San Francisco. Brzmi interesująco.
Grupka nastoletnich kangurów w wyniku wypadku zostaje obdarzona specjalnymi mocami, w niektórych przypadkach dość osobliwymi. Dodajmy do tego imydż, którego nie powstydziłaby się żadna kapela new romantic i zyskujemy przepis na potencjalny przebój.
ptdgk1

W kolejnych numerach bohaterom przyjdzie niweczyć niecne plany korporacji, walczyć z terrorystami o twarzach dzieci i upiorami balu maturalnego. Wspominałem o undergroundzie. Kreska Marss jest swobodna, momentami może wydawać się niedbała, ale to pozory. Wszystko jest tu na swoim miejscu i widać, że czytelnik jest szanowany. Bardzo spodobał mi się spójny layout okładek i przeciwnicy kangurzej ekipy, choć bohaterom też nic nie brakuje.
ptdgk2
Pre-Teen Dirty-Gene Kung-Fu Kangaroos było pomyślane jako parodia Teenage Mutant Ninja Turtles. Jest tu dużo parodystycznych elementów (opiekun Kangurów to wariacja na temat bohatera American Flagg), ale jednocześnie Marrs stworzyła coś swojego i opowiedziała ciekawe historyjki, w których dzieje się dużo i całkiem sensownie. Myślę, że udało się to dzięki doświadczeniu wyniesionemu z twórczości w drugim czy nawet trzecim obiegu. Kung-Fu Kangury to dla mnie miłe zaskoczenie.
ptdgk3
Polecam Kung-fu Kangury. To fajny komiks i wydaje mi się, że dobrze oddaje ducha drugiej połowy lat 80. I, ponownie, nie jest to żaden rarytas – do kupienia za niewielkie pieniądze. Wielka szkoda, że ukazały się zaledwie trzy numery. Na pewno sprawdzę inne tytuły z Blackthorne, ale czuję że trudno będzie im przebić komiks recenzowany dzisiaj.

A skoro wspomnieliśmy o Żółwiach Ninja, to w pierwszym zeszycie pojawia się sam Donatello! Tego kaczora w tle też pewnie znacie.
sgt-rock018
atom-baner

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s