Soviet Super Soldiers #1 (Marvel, listopad 1992)

sss1Autor: Łukasz Kowalczuk
Znalazłem ten komiks w zbiorach Kuby Babczyńskiego dopiero niedawno. Nie mam pojęcia dlaczego, bo powinien zwrócić moją uwagę wcześniej. W ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela dostajemy na zmianę rzeczy dobre i kolejne słabizny pokroju 42325 odcinek sagi Avengers, które kupuję tylko żeby było ładnie na półce. Warto więc sprawdzić marvelowską egzotykę. A do takiej zaliczam Soviet Super Soldiers, który został wydany w formacie pośrednim między zeszytówką a trejdem.

Nie ma reklam, jest grubszy od zwykłego numeru i opatrzony krótkim wstępem, ale jakość wydania jest już standardowa.

Nazwiska autorów nic mi nie mówiły, a powinny. Fabian Nicieza (scenariusz), Angel Medina i Javier Saltares (rysunki) to panowie z bogatym dorobkiem, ale raczej bez wybitnych osiągnięć. Ktoś przecież musi wyrabiać amerykańską komiksową normę?
Historia opowiedziana w The Red Triangle Agenda to superbohaterskie łubudu typowe dla przełomu lat 80. i 90. Trochę z Mścicieli (Supreme Soviets działający z ramienia rządu), trochę z X-Men (ścigana drużyna mutantów). Jak to zwykle bywa, największą sympatię wzbudzają postaci dobrodusznych siłaczy oraz ciemna strona mocy. Unicorn nie ma nic wspólnego z jednorożcem, a polujący na mutantów Firefox przypomina mi trochę mojego Robocopa 3.

a
Nie oszukujmy się, autorzy nigdy nie byli w Związku Radzieckim ani nie pokusili się o sprawdzenie materiałów referencyjnych. W związku z tym wiemy, że akcja dzieje się na rozległych terenach ZSRR tylko dzięki podpisom. Leningrad, Moskwa, Odessa – bohaterowie są cały czas ruchu! Nowosybirsk wygląda jak Brooklyn, albo nawet lepiej. Szczególnie pocieszne są próby wplatania rosyjskich słówek w dialogach. Z kolei w tle mają miejsce wielkie polityczne przemiany. Pod ich wpływem jeden z bohaterów, Sputnik, decyduje się na zmianę pseudonimu. Zresztą cała grupa Supreme Soviers zmienia nazwę…

b
Niewątpliwą zaletą Soviet Super Soldiers jest możliwość poznania trzeciego garnituru bohaterów Marvela. Co nie znaczy, że są to oryginalne kreacje. Ot, kolejne drużyny stworzone przez korporacyjnych wyrobników. Podręcznikowe przykłady: duży i rubaszny czołg, przywódca Mogłoby być bardzo ciekawie, gdyby taki tytuł dostał do napisania jakiś genialny Brytyjczyk, albo Marvel pokusiłby się o kontynuację w ramach imprintu dla dorosłych MAX. Marzenia…

c
SSS to fajna ciekawostka. Głupiutka, ale fajna. Przypomniały mi się czasy TM-Semic i beztroskich historyjek. Jest tu mnóstwo akcji, dobre złe dialogi i intryga. No i mięśnie jeszcze nie mają mięśni, wszak to początek lat 90., nie ich połowa. Gdybym miał do wyboru przeczytać kolejny Avengers: Impas stworzony przez „wybitnych twórców, którzy zmienili nie do poznania tą tą i tamtą serię” a komiks pokroju SSS, bez wahania wybrałbym drugą opcję. Odmóżdża, bawi i nie ma pretensji do bycia czymś więcej, niż jest.

Advertisements

5 responses to “Soviet Super Soldiers #1 (Marvel, listopad 1992)

  1. Ci kolesie byli kiedyś w czymś z Semica, w jakichś X-Menach albo jakimś późniejszym Spiderze. Nie zrobili na mnie dobrego wrażenia 😀

    A Nicieza i Saltarez to nazwiska, które dzwoniły jak ktoś czytał szczególnie polskie przedruki X-Men. Ale niespecjalnie jakoś dobrze dzwoniły.

  2. Dam wspomniany brak research’u autorów i to co z tego wynikło wydaje mi się „pocieszny”. Nie czytałem, nawet nie słyszałem do tej pory, ale gdybym miał dostęp to bez wachania: od deski do deski. Dla uśmiechu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s