Dodger – Marauder Driver / Marauder Half-Track Driver v.1 (G.I.Joe, Hasbro 1987)

dodger
Autor: Marcin Zimakowski
Po ludzikach przywożonych z zagranicy przez marynarzy i „wujka z Ameryki”, nadszedł wreszcie ten dzień, w którym plastikowe cuda wykorzystały otwarcie granic i trafiły na polski rynek.
To musiał być rok 91 lub 92, bo trwała wówczas w najlepsze – tak się przynajmniej nam wydawało – epoka zbierania „Nowych Hemanów” spopularyzowanych serialem animowanym. Jak się wkrótce okazało, wielkie figurki produkowane przez Mattel miały zostać wykopane do lamusa przez potężną konkurencję spod znaku Hasbro.

Pewnego razu zdarzyło się, że mój podwórkowy przyjaciel, z którym na wyścigi zbieraliśmy komiksy i zabawki, zjawił się u mnie z kompletnie nowym odjazdowym „Hemanem”. Rzecz miała pełno arcy-fajnych broni i dodatków. Tylko, że to wcale nie był żaden He-Man! Zabijcie mnie, bo nazwy owej marki zupełnie nie pamiętam – na rynku było wtedy zapewne sporo podróbek. Niemniej faktem jest, że natychmiast zapragnąłem zdobyć dla siebie identycznego wojownika.

Jakież było jednak moje zmartwienie, gdy po dotarciu do wskazanego sklepu okazało się, że „hemanopodobne” ludziki rzeczywiście są dostępne, jednak tego jednego jedynego nie ma.
Przyszło wybierać spośród innych, a że wybór był trudny, toteż sprzedawca zaproponował by nabyć coś totalnie nowego. Półkę niżej czy obok „hemanopodobnych” leżały nader atrakcyjne figurki, niepodobne do He-manów. Szyld G.I.JOE wydawał mi się co prawda dziwnie znajomy, ale nie skojarzyłem go zupełnie z dwoma figurkami, które kiedyś dostałem.
Ostatecznie opuściłem sklep z nową figurką. W domu okazało się, że ludzik ze swoją niezwykłą artykulacją jest wyjątkowo zabawowy. Mama nie miała innego wyjścia, jak wrócić do sklepu i dokupić „kolegów”. W sklepie była ich już cała ściana!

dodger (1)
Zabawki z serii He-man nagle straciły rację bytu, teraz liczyły się już tylko „Dżi-aj-dżoły”. Na dodatek wkrótce doszedł jeszcze komiks TM-Semic (1992) i kreskówki na kasetach Demela. Prawdziwi Amerykańscy Bohaterowie zmonopolizowali mój prywatny świat zabawek tak, że już do końca dzieciństwa zbierałem tylko ich.

dodgerglory
Tym pierwszym „polskim” okazem w kolekcji był właśnie Dodger. Z pozoru może niespecjalnie zachwycająca – ot żołnierz, który wyglądem i uzbrojeniem przypominał bardziej Kolonialnego Marine niż komandosa z XX wieku. Na jego wyposażeniu był zresztą tylko mikrofon dołączany do hełmu i karabin „laserowo-soniczno-fotonowy”. Sam się w sumie dziwię, że tak skromny ludzik zapoczątkował szał na G.I.Joe u mnie i wciągnął kolegów. W samym uniwersum nie była to także jakaś wyróżniająca się postać, choć pojawia się w komiksie.

Dodger należał do pierwszej poważnej subgrupy G.I.Joe – Battle Force 2000. Miała ona zawojować rynek, a okazała się niewypałem.
W ramach akcji marketingowej (a może finansowego fiaska?) figurki były parowane – toteż Dodgera można było kupić również w zestawie z Knockdownem.

battleforce
Moja wersja pochodzi z wydania pojedynczego. Tak jak większość pierwszych „dżi-aj-dżołów”, była ta edycja brytyjska. Toteż na opakowaniu pod napisem G.I.Joe widnieje również Action Force.

marauder
W nazwie postaci dodano Marauder Driver (Kierowca Marudera). Wydaje mi się, że jest to niepotrzebny dopisek. Choć w komiksie Dodger występuje zawsze z rzeczonym pojazdem (skrzyżowaniem motocykla z czołgiem), to w rzeczywistości wszystkie pojazdy Battle Force 2000 były sprzedawane bez kierowców czy pilotów. Zwykłe określenie „wojak laserowo-soniczny” jako specjalizacja byłoby tu zatem bardziej na miejscu.

marauder_box
Dodger był oczywiście wart swojej ceny. Pierwsze figurki sprzedawano wtedy po 16 albo 26 tysięcy starych złotych. Nie jestem pewien. 116 tysięcy złotych. Zabawki G.I.Joe zaczęły bardzo szybko drożeć…

Reklamy

6 responses to “Dodger – Marauder Driver / Marauder Half-Track Driver v.1 (G.I.Joe, Hasbro 1987)

  1. Jestes pewien, ze az tyle? Glowe bym dal ze to byla jednak 5-zerowa suma. Pamietajmy ze wartosci pieniadza byly wtedy duzo inne. Tysiaka kosztowal w szkole paczek, a jak raz przez pomylke poprosilem rodzicow by mi dali 20 tysiecy kieszonkowego zamiast dwoch to nakupowalismy sobie za to z kumplem od groma zapiekanek, lodow i jeszcze na gume Turbo starczylo 🙂 TM-Semiki byly zas na tamte czasy dosyc drogie.

  2. Mam akurat przed sobą komiks TMNT z TM-SEMIC czekający na zeskanowanie.
    Kosztował 22.000 zł i jest to #3/1995. 🙂
    A figurka fajna, dziwne że nie kompletowali zestawu figurka + pojazd no ale po co, przecież można zarobić dwa razy jak to ostatnio napisałem. 🙂

  3. Jestem w stanie sporo postawić, że mam rację. Nie wiem, czy gdzieś w domu nie mam MOca z taką kwotą na naklejce cenowej :). Figurki futurystyczne, ale raczej średnie bym rzekł :). Pojazdy to w ogóle osobna historia, te z BF2K tworzyły niby fortecę, ale całość wyglądała topornie.

  4. Pierwszy zeszyt Joe kosztował 12 tysięcy złotych. Przemyślałem temat i wydaje mi się, że cena He-mana plasowała się w okolicach 60-70 tysięcy złych (1991-1992). Z G.I.Joe była chyba podobnie, pierwsze kupowałem w 1993 roku (Snake Eyes i Bullhorn). Za Vipera (tak się chyba zwał) z katapultą nie zapłaciłem więcej niż 100 tysięcy zł w sklepie z pamiątkami we Władysławowie (lato 1994). Ale nie chce mi się po raz kolejny poprawiać, skoro pewności nie ma. Jak będzie, to dokonam ostatecznej korekty. Aż dziw, że nikt nie zauważył paskudnej literówki w tytule tekstu! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s