WCW #1 (Marvel, kwiecień 1992)

wcw1Autor: Łukasz Kowalczuk
Oto komiks, który trafiłem ostatnio razem z Soviet Super Soldiers. Zajarałem się niemiłosiernie owym znaleziskiem z bardzo prostego powodu.
Przypomniało mi się dzieciństwo. Pierwsza połowa lat 90. i emitowane przez brytyjskie Sky One potyczki barwnych postaci na amerykańskich ringach. Byli ulubieni zawodnicy, naklejki z gum do żucia, ktoś nawet miał jakąś figurki (z reguły podróby, ale kto by się przejmował). Ten tekst czytają zapewne moi rówieśnicy (urodziłem się w 1983 roku) – myślę, że doskonale wiedzą o co chodzi.
To uczucie, kiedy wiesz, że to tylko show, ale nie odchodzisz od ekranu… łapał się na to nawet mój starszy o siedem lat brat. Zacznijmy od garści faktów.

Dwadzieścia lat temu śledziliśmy zmagania w ramach innej federacji – WWF. WCW nie było mi znane w związku z ograniczoną ofertą telewizyjną. Zostało rozwiązane w 2001 roku. Zresztą z komiksu kojarzę tylko jego (anty)bohatera, który pręży się na okładce. A to dlatego, że Lex Luger u szczytu popularności przeniósł się właśnie do WWF (nie zdobył nigdy mistrzowskiego pasa). Poza tym mam na siłowni jego sobowtóra.
Historyjka jest prosta jak zasady Battle Royal, o którym opowiada. W ramach tego wydarzenia na ring trafiło kilkunastu zawodników, których zadaniem jest wyrzucenie poza liny całej reszty. Zwycięzca otrzyma szereg nagród – przede wszystkim szansę na walkę o tytuł.

wcw2
Prawie cały zeszyt to opis epickiej walki o przetrwanie, rozterek zawodników, nieczystych zagrywek. Scenarzysta nie musiał się za bardzo trudzić, wystarczyło że obejrzał tego typu mecz w telewizji i opisał jego przebieg. Rysunki są brzydkie, bohaterowie w niektórych przypadkach nie przypominają swoich pierwowzorów. Ma to swój urok, choć jestem ciekaw jak by sobie poradziła jakaś komiksowa gwiazda lat 90. z takim zadaniem. Jim Lee? Erik Larsen? To by było coś…

Oj, cieszyła mi się micha w trakcie lektury. Znalazłem też swoich faworytów. Najbardziej spodobał mi się Johnny B. Badd – zły facet cytujący rock’n’rollowe przeboje.

wcw3
W rzeczywistości był równie malowniczy (według standardów lat 90.) i przerażający (według dzisiejszych wyznaczników).

badd

Nie myślcie, że WCW #1 to tylko i wyłącznie akcja. Treści jest momentami dużo. I to bardzo. Momentami zastanawiałem się czy to jeszcze komiks o wrestlingu czy może kolejna odsłona Dark Phoenix Saga, tyle tu dialogów! Wybaczcie, że prezentuję zakończenie, ale nikt nie miał wątpliwości, że wygra Lex?
wcw4

Uczciwie rzecz biorąc ten komiks jest słaby. To licząca sobie dwadzieścia kilka stron reklama World Championship Wrestling – tak zła, że aż dobra w 100%!
Komiksiarze nie mają tu czego szukać, chyba że są zboczeni tak jak ja. Z kolei dla fanów wrestlingu oraz amerykańskiej popkultury lat 80. i 90. to rzecz godna uwagi. Czuję, że rozejrzę się za następnymi zeszytami. W sumie ukazało się ich dwanaście, szczególnie ostatni wygląda obiecująco.

wcw12
Możecie spodziewać się więcej wrestlingu na łamach Szlamu. Szczegóły już w nadchodzącym tygodniu!

Advertisements

3 responses to “WCW #1 (Marvel, kwiecień 1992)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s