Destroyer (Marvel Max, TP 2010)

DESTROYER SCAutor: Łukasz Kowalczuk
Tekst pierwotnie opublikowany na łamach Ziniola.
Redakcyjni koledzy nie będą zadowoleni. W sumie miałem pisać głównie o zinach i komiksach niszowych a ja tu wyskakuję z jakimś Marvelem. Ale Marvel Marvelowi nierówny i wśród ogromnej ilości zeszytówek, na które bym się nawet nie wysikał, trafić można na prawdziwe perełki. A o takich komiksach nigdy nie pisze się za dużo.
Twórców wydanej w ramach imprintu MAX mini-serii przedstawiać chyba nie trzeba. Nazwiska Kirkman i Walker to dla czytelnika gwarancja rozrywki na (co najmniej) dobrym poziomie. Wzięli na warsztat jedną z najstarszych postaci stworzonych przez Stana Lee (pierwsza historia ukazała się w 1941 roku).

destroyer_guySML
Destroyer to drugi garnitur bohaterów rodem z Domu Pomysłów*.

Dzieje się tutaj dużo. Główny bohater jest już w podeszłym wieku, ale nadal wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. A polegają one głównie na skokach z dużej wysokości i neutralizacji przeciwników wszelkiej maści – od „zwykłych” terrorystów po gigantyczne monstra. Zanim jego dni dobiegną końca, postanawia rozprawić się z wrogami i zakończyć wszystkie wątki. Przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo rodzinie.

destroyer001001_col
Destroyer został potraktowany tak, jak gdyby seria o jego przygodach ukazywała się od lat 40. Byłem nieświadomy tego zabiegu w trakcie lektury i myślałem, że wydarzenia o których mowa są wydane! Dodatkowy punkt dla autorów**.
Szukałem jednego przymiotnika, którym mógłbym opisać ten komiks i myślę, że „intensywny” to dobre słowo. Kto czytał Invincible ten może sobie wyobrazić jak wyglądają w Destroyerze sceny walki – takiej, w której przeciwnicy są doprowadzeni do ostateczności. Parafrazując pewnego kulturystę-celebrytę, który sam wygląda jak żywcem wzięty z historyjki obrazkowej: „Nie ma opierdalanja sja”.
Czasem wyobrażam sobie ekranizacje rzeczy, które zrobiły na mnie wrażenie. Gdyby John Wayne żył, byłby idealny w głównej roli. Jest jeszcze Clint Eastwood… Nadzieja matką głupich. W dobie filmów z Marvela tyleż efektowynych co syfiastych są to pobożne życzenia. Mniejsza z tym, najważniejsze, że Destroyer to rewelacyjny super-bohaterski komiks dla dorosłego czytelnika. Chciałbym zobaczyć jego polskie wydanie.
* O ile nie trzeci. Pytanie do czytelników – czy Destroyer pojawił się w ogóle w komiksach Marvela wydanych w Polsce? Z tm-semicowskich zeszytów go nie pamiętam…
** Nie jestem na bieżąco z żadnym wielkim komiksowym uniwersum, pewnie dlatego łatwo mnie nabrać.

PS. Kiedy opublikowano powyższy tekst na Ziniolu, Łukasz Mazur zwrócił mi uwagę, że Destroyer to w sumie popłuczyny po innym komiksie Kirkmana. Przeczytałem Brita nieco później i faktycznie, podobieństw jest masa. Destroyer był jednak przeczytany wcześniej i jednak lubię go bardziej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s