Czy da się robić wszystko, czyli relacja z MFKiG 2013.

szymon
Autor: Łukasz Kowalczuk | Zdjęcia: Joanna Kowalczuk, Łukasz Kowalczuk

Przeziębienie nie minęło, bałagan w domu przerażający, a tekst o tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier sam się nie napisze.
Każdy komiksiarz, który nie ogranicza się jedynie do trollowania w internetach ma przed MFKiG coś do zrobienia. Jedni mniej, drudzy więcej. Ja, na swoje życzenie, trafiłem do tej drugiej grupy. Przed imprezą zafundowałem więc sobie prawdziwy maraton pisania, rysowania, poprawiania, składania i załatwiania. Tegoroczny festiwal był dla mnie wyjątkowy z kilku względów. Po raz pierwszy byłem tam jako wymieniony w programie uczestnik spotkań. Po raz pierwszy wykupiłem stoisko. Po raz pierwszy wybrałem się na ów spęd z małżonką. Czy da się robić wszystko? Być uczestnikiem, autorem, rysownikiem, wydawcą, sprzedawcą, klientem, odbiorcą, kompanem?

Wyjazd
Postanowiłem wyjechać wcześniej. Wpaść w czwartek do Warszawy: napić się wódki z pewnym jubilatem, zobaczyć dobry koncert i sprzedać kilka komiksów. Padło na Polski Bus, a cena za wszystkie przejazdy (Gdańsk-Warszawa-Łódź, przyjazd Asi do Łodzi, powrót do Gdańska) zamknęła się w 160 złych. W drodze do stolicy spotkałem starego kolegę. Z naszej kilkugodzinnej rozmowy byłaby ciekawa seria programów publicystycznych. Tak mi się wydaje, bo ktoś mógł siedzieć z tyłu i wrzucać na fb statusy typu „nie uwierzycie co za kretyni ze mną jadą”.
Koncert Siberian Meat Grinder i Bullet Belt bardzo dobry. Gospodarze z zastępczym gitarzystą spodobali mi się bardziej na żywo niż z kasety. Rosjanie z SMG bardzo inspirują się popkulturą, na scenie dają z siebie wszystko. Żebyście mieli jako takie wyobrażenie o tym, co się działo:

Sprzedaż nawet przyzwoita, tym razem narzuciłem sobie rygor i nie upłynniałem zarobionych pieniędzy w barze. Wódka wyśmienita (sto lat M!). Poznałem kilka fajnych osób, wypaliłem karton papierosów i nadszedł…

Piątek
Współczuję mojemu sąsiadowi w Polskim Busie, bo czuć było ode mnie czwartkiem. Atlas Arena znajduje się rzut beretem od Łodzi Kaliskiej. Na miejscu krzątała się już ekipa ATY oraz jeden z organizatorów (on, siłą rzeczy, krzątał się siedem razy bardziej). Odebrałem identyfikatory, zostawiłem graty i udałem się z warszawiakami oraz mieszkańcami Siedlec na symboliczne spożycie. W związku z pracami nad ukryciem głównej żyły zła, Łódź jest aktualnie rozkopana. Czyli jeszcze mniej zachęcająca niż wcześniej, ale kto by się tym przejmował. Ważne, że można wejść do antykwariatów. Kolega Teo zakupił w jednym osiemdziesiąt osiem komiksów. Przy pierwszym podejściu. Piwo, pizza, dyskusje i trzeba wracać do Atlas Areny (będę używał adekwatnego skrótu AA), żeby rozstawić kram. Z pomocą przybył jeden ze szlamowych autorów (dzięki Michał!) i jakoś się udało przykleić tapetę.
Po dniu wypełnionym spacerami po Łodzi i walką z kacem można było udać się na gościnę. Tu wielkie podziękowania dla naszych gospodarzy, bo nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszych warunków. Nie przejmując się totalnie „biforami” i innymi „afterami”, bawiliśmy się przednio siedząc w domu przy suto zastawionym stole. Towarzyski niedosyt spowodowany nieobecnością w lokalach nadrobi się przy okazji.
Nadeszła sobota, pobudka, telewizor pod pachę i do AA!

hala
Miejsce
W zeszłym roku byłem na MFKiG po raz pierwszy. Nie czułem się więc mocno związany z poprzednią lokalizacją festiwalu, ale poznałem ją na tyle, że mogę pokusić się o porównanie. Podejrzewam, że hala sportowo-widowiskowa jest lepsza dla wystawców, graczy i fanów e-sportu, ale cała reszta mogła mieć zastrzeżenia. Bardziej podobało mi się w starym miejscu, niekoniecznie z powodów związanych z komiksem. Przede wszystkim można było tam lepiej zjeść i wypić. W Textilimpeksie i ŁDK znajdowały się świetne bufety. W AA zbunkrowana restauracja i fast foody, które litościwie pominę milczeniem. Zresztą zlokalizowanie czegokolwiek w AA nie było na początku łatwym zadaniem. Trzeba się było nachodzić nie tylko dlatego, że obiekt jest duży, ale również dlatego, że część przejść była pozamykana. Nie chcę pisać wszystkiego na ten temat za jednym zamachem…

stoisko
Stoisko
Na sprzedaż mieliśmy niewiele rzeczy, trzeba było więc jakoś wyróżnić stoisko. Padło na „murowaną” tapetę. Na to trochę starych komiksów i włala. Gwoździem programu okazał się Famicom/Pegasus umieszczony na stoliku ozdobionym piękną ceratą. Jak się okazało, cześć festiwalu poświęcona grom skupiała się na turniejach i nowszych tytułach. Retro reprezentował więc jeden automat umieszczony na płycie oraz konsolka na naszym kramie. Największą popularnością cieszyła się oczywiście Contra. Sprzedaż poszła nieźle i dotyczy to chyba całej strefy targowej. Szlamu Króla już nie mamy (pytajcie w sklepie Gildii, może coś im zostało). Dziękujemy za wsparcie i zainteresowanie.
W strefie targowej pojawiły się też sępy z Urzędu Skarbowego. Do naszych stoisk nie doleciały. Może jakiś konkurs na komiks o bohaterskiej działalności urzędników? W końcu podmiot ten w jakimś stopniu jest związany z NBP…
Skoro o tego typu rzeczach mowa, to organizatorzy anonsowali konkurs na najlepsze stoisko strefy targowej, ale chyba nic z tego nie wyszło. Do rzeczy przyłożył się jedynie zinowy plankton, który i tak ozdobiłby swoje stanowiska. Warto jednak zaznaczyć, że współpraca z organizatorami była bezproblemowa a ceny korzystne.

Książka
Kiedy dowiedziałem się na stoisku Centrali, że drukarnia omyłkowo przysłała jedynie PIĘĆDZIESIĄT egzemplarzy, to oniemiałem, zbladłem i musiałem natychmiast zapalić. Ten fakt trochę popsuł mi święto, ale z drugiej strony możemy mówić o sprzedażowym hicie. O 13 nie było już ani jednej sztuki.

tmsemic-spotkanie1
Spotkania
W związku z wydaniem książki o TM-Semic i działalnością SmallPress.pl wziąłem udział w dwóch spotkaniach. Jako ten, który odpowiada na pytania. Oba poprowadził Marcin Łuczak. Na pierwszym sala był wypełniona i szkoda, że nie mogło potrwać dłużej, bo Marcin Rustecki na pewno mógłby jeszcze kilka ciekawych rzeczy opowiedzieć. Na drugim (smallpressowym) frekwencja była już „normalna” i pół godziny było w sam raz, żeby razem z Łukaszem Godlewskim przedstawić projekt i zachęcić (albo zniechęcić) zebranych do wydania kilku złotych. Zdołałem być jeszcze na sympatycznym spotkaniu z Piotrem Nowackim i to w sumie tyle, jeśli chodzi o tę część imprezy. Miałem to szczęście, że trafiłem trzykrotnie do sali B, która była oddalona od głównej części hali. Konkretnie oddzielona od płyty salą A, która przyjęła na siebie cały hałas. Ponoć było też duszno i czasem pośmiardywało. Ten drugi aspekt to już kwestia higieny osobistej i tylko kwarantanna zarządzana przy wejściu byłaby w stanie pomóc. Komiksowo-growe śmierdziuszki, wstańcie czasem od biurka i zajrzyjcie do wanny lub pod prysznic.
Mogę już teraz odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Nie, nie da się robić wszystkiego na MFKiG. Ewentualnie można nie pić, nie palić, nie jeść i ustalić rygorystyczny system zmianowy.

tmsemic-spotkanie
Autografy
Dla wielu osób to najważniejsza część każdego konwentu. W moim przypadku jest wręcz przeciwnie. Rozumiem już, że komiksy to nie punk rock i wpis w albumie nie jest obciachem. Rozumiem też podenerwowanie czekających w długaśnych kolejkach, bo organizatorzy czegoś tam nie dopilnowali. Ale co innego poprosić o rysograf, a co innego samemu go dawać. Pasowałem do strefy autografów jak świni siodło, tym bardziej że można mnie było łatwo zlokalizować i nie było problemu żebym coś tam nabazgrał poza wyznaczonym miejscem (nie mam do nikogo pretensji, po prostu jestem zrzędą). Siedzący obok Marcin Rustecki miał rzecz jasna więcej roboty, bo podchodzili do niego zawodnicy z naręczami semicowskich zeszytów. Obaj zwinęliśmy się po, mniej więcej, godzinie. Nie było chętnych, nie było sensu siedzieć na płycie. Moja tabliczka „Thorgala też mogę podpisać” niestety nie podziałała, ale jedna osoba spytała, czy podpisuję też Siobany.
Kiedy w pocie czoła sprzątaliśmy stoisko, usłyszałem anons, że jeszcze rozdajemy autografy. Zabawne, może powinniśmy tam siedzieć do 18? No właśnie…

szkieletor
Spiker
Z pozycji na galerii dobrze słyszeliśmy wyczyny prowadzącego i jesteśmy na nie. Facet jest związany ze sceną hip-hopową i życzę mu na niej powodzenia. Złowieszcze szepty przerywane bitboksem się nie sprawdziły. A skoro już mowa o różnych hałasach dobiegających z centralnej części hali…

cosplay
Cosplay
Jestem pełen uznania dla przebierańców pojawiających się na tego typu imprezach w naszym kraju. To drogi sport i naprawdę trzeba się napocić, żeby strój się spodobał. Dodatkowo, gdyby obok mecz grał ŁKS, na pewno nie zabrakłoby chętnych do sparingu z Batmanem czy Thorzycą. Ale konkurs, który odbył się w sobotę to była momentami masakra. Hałas, chaos i suchary. Warto przyłożyć się do nagłośnienia, co na pewno nie jest łatwe w tak dużym obiekcie, ale można sprawę rozegrać tak, żeby Deadpoola nie było słychać na Mazowszu.

Nagrody
Gratuluję zwycięzcom i wyróżnionym. Trochę też im zazdroszczę 🙂

Zakupy
Bida Panie, to i zakupy niewielkie. Było w czym wybierać, ale nie przywiozłem za wielu fantów. Głównie prezenty i efekty wymiany. Kawał dobrej roboty zrobiło wydawnictwo ATY. Jacyś chłopcy wystawili całe kartony DC Showcase po 30 złotych – skorzystałem kupując Warlorda. Młodzik od DNC jest bardzo fajny…

Podsumowanie
Jestem zadowolony z wyjazdu. Poznałem kilka osób piszących na Szlam. Mojej żonie się podobało, choć totalnie nie interesuje się komiksami czy grami (przeczytała Szninkla przed festem). Mam mieszane uczucia co do miejsca, ale jeśli poprawi się niedociągnięcia, to AA może się sprawdzić w przyszłości. Przepraszam za chaos w relacji, idę się kurować i sprzątać jednocześnie. Czyli znowu robić kilka rzeczy na raz. Za rok widzimy się ponownie, ale w międzyczasie nie zapominajcie o Bydgoskiej Sobocie, Komiksowej Warszawie i Bałtyckim Festiwalu!

To jeszcze na koniec dwie fotki. Pewnego smyka zachwyconego Super Mario i sąsiada komiksiarza, którzy męczył się ze Spider-Manem.
pegasus
spiderman

Reklamy

2 responses to “Czy da się robić wszystko, czyli relacja z MFKiG 2013.

  1. Hm… no i do nadmiaru pełnionych przez Ciebie funkcji zapomniałeś dodać „dostarczyciela dżi-aj-dżołow” 😉 za co jeszcze raz serdeczne dzieks i wieczny szakunec
    aha… i GAŁA za! :
    – brak slowa o uroczych hot…stessach – ale rozumiem że to żona ocenzurowała pewnie…;)
    – brak relacji z najważniejszego wydarzenia festiwalu – to jest przybycia na stoisko Marcina kolesia z innego wymiaru gdzie 20-letnie zeszytówki się nie niszczą i wyglądają jakby świeżo zeszły z prasy 🙂
    I przyklasnę pojawiającym się opiniom, że odrestaurowane fabrykanckie wnętrza Waszego stoiska powinny zdecydowanie urzekały na tle bezpłciowości innych. Nawet Biocosmosis się nie postarało w tym roku, choć ich tłumaczy to, że im bije już ostatni dzwon.
    No a Wy mieliście jeszcze retrogralnię więc 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s