Złotoskrzydły (VHS)

zlotoskrzydly
Autor: Oskar Jach
Oto najciekawsza kaseta, z jaką miałem okazję zmierzyć się w ostatnim czasie. Fabuła jest prosta jak kij do szczotki i można streścić ją w kilku zdaniach. Protagonista to nieformalny kuzyn April z Wojowniczych Żółwi Ninja. Heros, wokół którego kręci się akcja kreskówki – pan Jack O’Neil! Jest zwykłym chłopcem, który ratuje życie przybyszowi z obcej planety a ten w podzięce obdarza go super mocą oraz misją uratowania świata przed zakusami złego kosmicznego imperium. Od tej pory w razie zagrożenia Jack zamienia się w potężnego Goldwinga aka Złotoskrzydłego. Pech chce, że chłopak jest sierotą wychowywanym przez naukowca, który opracował plany budowy gigantycznego robota wyglądającego nieco jak słynny Daimos.

2
Plany jego budowy naturalnie wpadają w ręce kosmitów, którym udaje się skonstruować maszynę. Goldwing ma więc na liście zadań: pokonanie pancernej puszki, brutalne zamordowanie przywódcy kosmitów, uratowanie porwanych w międzyczasie naukowców oraz córki innego kosmicznego jegomościa a także zaprowadzenie pokoju na świecie. Pomóc mu w tych zadaniach ma robot-pantera, która w razie potrzeby zmienia się w niewielki pojazd kosmiczny. Brzmi jak fabuła co drugiego japońskiego anime? Brzmi. Pewnie dlatego, że to jest anime. Tyle, że koreańskie i z angielskim dubbingiem.

10
I, mój Boże, ssie jak diabli. Nie zrozumcie mnie źle, ogląda się nawet przyjemnie, ale czas nie obszedł się z tą produkcją najlepiej. Korea Południowa w latach powstawania tej animacji (1978) nie miała dobrej i stabilnej sytuacji politycznej, co niewątpliwie odbijało się na budżetach lokalnych produkcji. Widać to niestety na każdym kroku. Powtarzająca się animacja, niska ilość klatek, pierwszoplanowe postacie, które czasem wyglądają normalnie a innym razem jak maszkarony, problemy z perspektywą, anomalie w anatomii i tak dalej. Czasem brak nawet tak podstawowych rzeczy jak ruch ust (nie jest to efektem dubbingu).

9
A teraz ciekawostka. Wkrótce po kinowej (sic!) premierze tego filmu, oryginalny materiał zaginął i przez wiele lat był uważany za stracony. W obiegu funkcjonowała jedynie wersja VHS, która w jakiś magiczny sposób trafiła też do Polski i została wydana przez Global Film. I jest to najzwyklejszy bootleg! Dlaczego? Wracając jednak do pierwotnego materiału. Po latach u kogoś w magazynie udało się odszukać odbitkę z materiałów oryginalnych. Postanowiono wypuścić film na Blu-Ray. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie jeden drobiazg. Całkowicie pominięto proces odrestaurowania kopii, dzięki czemu mamy jedyny znany mi przypadek, w którym wersja VHS posiada o niebo lepszą jakość, prawie komplet scen i przyzwoicie zachowaną ścieżkę dźwiękową od produktu z wyższej półki. To jednak nie koniec niespodzianek. Wspomniałem wyżej o tym, że taśma jest piratem. Nie dziwcie się, w PRLu różne cuda działy się na rynku VHS. Nie jestem specjalistą, ale nawet laik zdaje sobie sprawę, że spory procent kaset był sprzedawany bez licencji, za to z lektorem dogrywanym chałupniczo gdzieś po strychach. Nie wierzę, że firma z Warszawy, o której nie ma najmniejszej wzmianki w Internecie (a chętnie sprawdziłbym, co jeszcze wydali), w latach 90. odezwała się do kogokolwiek w sprawie praw autorskich.

8
A gdyby nawet, to największa bomba wybucha po napisach końcowych, kiedy to lektor odzywa się nagle tekstem „Nie, nie! Proszę nie wyłączać. To jeszcze nie koniec! Teraz czeka na Was niespodzianka!”. „Co jest?” pomyślałem i patrzę dalej w ekran. Okazuje się, że na taśmie poza Złotoskrzydłym dystrybutor upchnął jeszcze dwa odcinki Merry Melodies. W dodatku, patrząc na jakość nagrania, strzelam że wersji z lat 50., może 60. Wszystkie ostrzeżenia o zakazie kopiowania wyglądają więc co najmniej zabawnie. Jest to ciekawy przykład produktu, w którym bardziej interesująca od samej historii okazuje się być otoczka. Film jak film, nie będziecie się nudzić, ale zachwytu również nie wywoła. Jest natomiast dobrym przykładem funkcjonowania rynku VHS w tamtych latach i jako taki warto go poznać bliżej.

7
PS. Jeszcze jedna ciekawostka. Bardzo podobna historia zdarzyła się w Polsce przy okazji pierwszego polskiego westernu pod tytułem „Eukaliptus”. Nie, to nie żart. Wiem, że pewnie mało kto wie o jego istnieniu (poza tymi 30 osobami oglądającymi go na jakimś festiwalu). Ale teraz już wiecie, zatem możecie spróbować znaleźć DVD albo VHS z tym filmem! Pewnie oryginalny materiał odnajdzie się za 20 lat i będzie wydany na Green-Ray albo inny nowy nośnik.

Złotoskrzydły
aka Hwanggeum nalgae 1.2.3.
aka Gold Wing
aka Golden Wings 123
Korea Południowa 1978
Wydanie VHS: Global Film

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s