Toxic Avenger #5-6 (Marvel, sierpień-wrzesień 1991)

toxica5
Autor: Łukasz Kowalczuk
Oto jeden z tych komiksów, o których raczej nie przeczytacie w, skądinąd świetniej, Niezwykłej Historii Marvel Comics. Weekend z VHS Hell zobowiązuje – nie mogło zabraknąć tromatycznego akcentu. Odkopałem więc dwa zeszyty z serii Toxic Avenger i zabrałem się do lektury przygód pierwszego potwornego super bohatera z New Jersey.

Za scenariusz odpowiada niezmiernie płodny Doug Moench. Powiedzmy, że jest w porywach średnio. To standardowa historyjka na licencji – fabułę pamiętam tylko dlatego, że muszę o niej napisać w recenzji. To rozwinięcie wątków z filmu (zmutowani klienci siłowni) z szeregiem nowych postaci, które w założeniu miały być groteskowe. Wszystko kręci się wokół zbudowania monstrum, które wreszcie pokona Toksycznego Mściciela. Toxie zaś cały czas musi walczyć z niezrozumieniem ze strony zwykłych obywateli.

14
Rysunki są słabsze od fabuły. Prace Roda Ramosa prezentują poziom porównywalny do tego, co widzieliśmy w najgorszych Spider-Manach wydanych przez TM-Semic. Ciekawe rzeczy dzieją się jeśli chodzi o inkerów. W #5 tusz położyła ekipa Class of Ink’em High (jedyny moment w czasie lektury, kiedy szczerze się zaśmiałem), w #6 nie ma tej pozycji na liście płac. Tytuł musiał być przerzucany między pracownikami niczym gorący kartofel. Dr. Chemo ma raz czarne włosy, raz siwe. Niektóre strony wyglądają więc lepiej, większość gorzej.

17
Największy problem tego komiksu jest taki, że fani Tromy nie uświadczą tu klimatu produkcji Kaufmana i Herza, a komiksiarze znajdą setki lepszych rzeczy od Marvela. Z doświadczenia wiem, że komiksowi rzemieślnicy potrafią wspiąć się na wyżyny i zaserwować coś fajnego. Tu, niestety, nic takiego nie ma miejsca – jest niewykorzystany potencjał. Słabo narysowany średniak.

toxica6
Toxic Avenger doczekał się łącznie jedenastu zeszytów wydanych nakładem Marvela. Po trzech miesiącach od zakończenia serii, w maju 1992, na półki trafił kolejny toksyczny tytuł powstały w kooperacji Domu Pomysłów i Tromy – Toxic Crusaders bazujący na kreskówce, która z kolei nawiązywała do filmu… Jakiś czas temu pisałem o jednym z numerów. Porównanie wypada na korzyść młodszej serii. Pod praktycznie każdym względem. Tym bardziej, że oba tytuły spotykają się gdzieś w połowie drogi, jeśli chodzi o charakter historyjek. Avenger nie mógł jeszcze epatować treściami dla dorosłych, z kolei Crusaders to rzecz dość specyficzna i autorzy mogli sobie pozwolić na więcej (jak na tego typu licencję).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s