10. Son of Satan #7 (Marvel, grudzień 1976)

„PRAWDOPODOBNIE NAJBARDZIEJ EMOCJONUJĄCE NADPRZYRODZONE PRZYGODY O JAKICH PRZECZYTASZ W TYM MIESIĄCU!”
Daimon Hellstorm to podrzędny bohater z uniwersum Domu Pomysłów, który po raz pierwszy pojawił się we wrześniu 1973 roku. Syn Szatana (potem okazało się, że niekoniecznie, ale zostańmy przy tej wersji wydarzeń) i śmiertelniczki z Greentown. Jeśli kogoś bardzo interesują dzieje postaci i wszystkie fabularne zawiłości, to zostały one obszernie opisane W TYM MIEJSCU. To zabawne, że pojawienie się w tego typu komiksie narkotyków albo prostytutki mogło wywołać skandal (Comics Code Authority nie było jeszcze nic nie znaczącym znaczkiem dodawanym na okładkę z przyzwyczajenia) a własną serię dostał Syn Szatana.

W tym rzucie ukazało się zaledwie 8 numerów, trafił mi się więc przedostatni. Mirror of Judgement jest zakończeniem dłuższej historii. Hellstorm, nawet jak na ówczesne standardy, wygląda pociesznie. Ma idiotyczną fryzurę (choć nie jest to tutaj aż tak widoczne), pentagram na piersi, walczy przy pomocy trójzębu. Najpierw ze złotym łotrem o imieniu Mindstar, potem (już obok Mindstara) z Anubisem. Pełno tu dialogów z samym sobą, efektownych pokazów mocy i podróżowania po innych wymiarach. Mi najbardziej do gustu przypadł potwór, który pojawia się na 7 stronie. Ogólnie rzecz biorąc, jest zabawnie. Choć nie dziwię się, że seria nie przetrwała za długo i raczej nie będę szukał pozostałych numerów. Być może dzieje się tu za dużo? Ale komiks to nie wszystko!

Kto lubi różne dziwactwa i nie miał w ręku starych amerykańskich zeszytówek z lat 70. ten naprawdę nie wie co traci. Na 36-stronicowy komiks Marvela przypadało 16 stron reklam (licząc ogłoszenia samego wydawcy). Napis „continued after next page” pojawia się bardzo często i byłbym poirytowany, gdyby nie fakt, że te anonse stanowią nie mniejszą atrakcję niż sama historyjka. Czego tam nie można było zamówić? Oto sam OJ Simpsons reklamujący korki. Kto wie, jak potoczyłyby się sprawy w 1994 gdyby miał na sobie Juicemobiles? ISOKINETICS to rzekomy przełom w dziedzinie budowania muskulatury. Niewątpliwie, zwróćcie proszę uwagę na zdjęcie po prawej stronie. To dopiero mięśnie? Wybrałem jeszcze kilka mniejszych reklam (takich w starych komiksach jest najwięcej). Beczka pełna monet z 1880 roku. Jednoręki bandyta. Dyplom liceum oraz pierścień (dający moc wykształcenia?). Prawdziwe skarby.

Na koniec fanowska robota. Zabawkowy Daimos Hellstorm. Jest za mało obleśny? Pewnie brakuje mu nieco szlamu…

PS. Kilka lat temu, w swoim imprincie dla dorosłych (MAX), Marvel wydał mini-serię Hellstorm: Son of Satan. Daimon trafia w niej do Nowego Orleanu. Postaram się to sprawdzić, tytuł jest objęty dość dużymi promocjami (np. w Multiversum), co jest nieco podejrzane… ale przynajmniej wiadomo, że główny bohater nie ma tak przypałowej fryzury.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s